Kategoria: Główna

Podróże kształcą i zmieniają

– Mówi się, że podróże kształcą. Widzę, że również zmieniają – pytam Patryka, wolontariusza, który już dwa razy był w Lindzie.

– To jest akurat prawda, że podróże kształcą, ale także zmieniają. Sam tego doświadczyłem. Po podróży do Afryki moje życie wywróciło się do góry nogami – odpowiada zamyślony Patryk.

Od wielu lat współpracuję z wolontariuszami. Kiedy byłem w Zambii, budowaliśmy razem przedszkole. Teraz współpracuję z Fundacją ASBIRO i nasi wolontariusze wyjeżdżają do małej szkoły położonej w biednej dzielnicy na obrzeżach Lusaki, stolicy Zambii. Każdy mówi, że Afryka go zmienia.

– W Afryce odnalazłem wartości, których nie zauważyłem w Europie. Pomimo tego, że nie mają wiele, są uśmiechnięci i radośni. Przede wszystkim nie odczuwam u nich blokady przed drugim człowiekiem – dodaje wolontariusz ASBIRO.

Po pierwszej podróży do Afryki Patryk postanowił wyruszyć na pieszą pielgrzymkę Łagiewnik do Rzymu, a potem z Lourdes do Santiago do Compostela. Chce spróbować odnaleźć radość z życia w Europie i swoją radością, którą odnalazł, zarazić innych. Radość jest potrzebna jak powietrze. Bez niej zamykamy się w sobie.

Patryk wyjechał do Holandii jako emigrant. Jego celem była praca i odłożenie pieniędzy, by wywrócić później do Polski. Miał plany, by kupić dom, później go sprzedać lub wynająć. Wyjazd do Holandii był tylko czasowy. Myślał o powrocie do kraju. Był skoncentrowany głównie na swojej pracy. To jednak nie dawało mu satysfakcji. Chodziła za nim myśl, by zrobić coś bezinteresownego dla innych.

To nie było pierwsze doświadczenie Patryka z wolontariatem. Był już na Ukrainie, gdzie pomagał dzieciom na półkoloniach. Afryka była jego marzeniem, ale nie miał w planach nic konkretnego.

– Jak wpadłeś na ten pomysł? Dlaczego akurat Fundacja ASBIRO? – zapytałem z nieukrywaną ciekawością.

– W lipcu ubiegłego roku mój szef powiedział mi, że mam urlop do wykorzystania. Myślałem polecieć gdzieś na wakacje. Może Grecja lub Hiszpania. I wtedy przyszła ta myśl. A może Afryka? Zrozumiałem, że to jest ten moment i muszę go wykorzystać. Szukałem różnych wolontariatów. Były wolontariaty misyjne, państwowe, lecz okres przygotowań był bardzo długi. Nareszcie natrafiłem w Internecie na Fundację ASBIRO. Najbardziej zainspirowała mnie prawdziwością słowa „wolontariat”. Z łacińskiego „volontarius” znaczy dobrowolny. To mi się bardzo spodobało. Wolontariusze ASBIRO sami pokrywają koszty przelotu, wyżywienia, zakwaterowania, po to aby poczuć, że to oni sami pomagają dzieciom w szkole. Kiedy jesteś w Lindzie i wiesz, że wcześniej dałeś wszystko i nie oczekujesz niczego w zamian, a dostajesz nagle uśmiech dziecka, to czujesz w sercu nieskrywaną radość – odpowiada z pasją wolontariusz ASBIRO.

Patryk na pomysł na pieszą pielgrzymkę wpadł zaraz po pierwszym powrocie z Zambii. Pamięta datę. Było to 12 października. Podróże kształcą i zmieniają. Przed Patrykiem wiele tygodni drogi w samotności. Ta droga może go też zmienić. Zadaje sobie z tego sprawę. Ma wiele pytań i poszukuje na nie odpowiedzi. Chce otworzyć swoje serce na Boga i jest otwarty na nieznane. W jego sercu będą działy się niesamowite rzeczy. Z niektórymi wrażeniami podzieli się z nami podczas pielgrzymki. Te najbardziej intymne pozostaną między nim i Bogiem.

Patryk ma jeszcze inny cel. Wyrusza na pieszą pielgrzymkę, by razem z Fundacją ASBIRO zorganizować zbiórkę pieniędzy na szkołę w Lindzie, w której był wolontariuszem. Jego pragnieniem jest zaproszenie innych ludzi dobrej woli do budowy świetlicy dla szkoły w Lindzie.

– Mam już w tym doświadczenie – mówi wyraźnie poruszony Patryk – kiedy byłem Lindzie pierwszy raz, zorganizowałem zbiórkę i poprosiłem moich znajomych, by pomogli mi zakupić na miejscu nowe tablice szkole. Odzew był niesamowity.

Patryk wierzy, że swoim przykładem zachęci innych do pomocy w tym konkretnym projekcie. Na sercu leżą mu dzieci, które poznał osobiście w Lindzie.

– Jeżeli moje życie zmieniło się pod wpływem wolontariatu w Afryce, to wierzę, że życie każdego człowieka może się też zmienić. Jeżeli ktoś nie ma możliwości wyjazdu do Afryki, to przynajmniej może pomóc wolontariuszom zrobić jeszcze coś więcej dla Afryki – wyznaje Patryk na zakończenie rozmowy.

– Patryku, dziękuję ci w imieniu Fundacji ASBIRO, wszystkich wolontariuszy, za twój pomysł kontynuowania razem z nami naszego wspólnego projektu, do którego kiedyś dołączyłeś i który przyniósł takie owocne zmiany w Twoim życiu – dziękuję wzruszony postawą polskiego wolontariusza z Holandii, a już wkrótce pielgrzyma na pieszo do Rzymu.

Patryk wyruszy do Rzymu 16 marca br. po porannej mszy św. o godz. 9:00 z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Fundacja ASBIRO będzie na bieżąco śledzić jego trasę. Tego dnia rozpocznie się zbiórka pieniędzy na świetlicę „Idę dla nich – budowa świetlicy dla dzieci w Zambii”.

Z Patrykiem Potępą rozmawiał Jacek Gniadek SVD.

Książka o Lindzie

W sierpniu 2015 roku dzięki naszej Fundacji Agnieszka Goleniowska wyruszyła na wolontariat do Zambii. Przez kilka tygodni pracowała w Lindzie jako lekarz w Neri Clinic oraz przy remoncie przedszkola. Jak sama twierdzi, doświadczenie to wywarło ogromny wpływ na jej dalsze życie.

Codziennie poranki rozpoczynała pracą w klinice – razem z lokalnym felczerem przyjmowała pacjentów, czyściła rany, przepisywała leki, podawała zastrzyki. Razem z pielęgniarkami z Neri Clinic zorganizowały też „Under Five Day”, podczas którego przeprowadziły profilaktyczne badanie i ważenie najmłodszych pacjentów. Do jej obowiązków należał udział w Community Nutrition Program, w ramach którego, wraz z miejscowymi kobietami, poszukiwała na ulicach i podwórkach Lindy skrajnie niedożywionych dzieci, które zostawały objęte specjalnym programem żywnościowym. Prowadziły przy tym akcję informacyjną na temat właściwego odżywiania i objawów niepokojących u dzieci. Popołudniami, po skończonej pracy lekarza, zajmowała się (wraz z Patrycją i Jędrzejem) wykańczaniem budynku przedszkola, założonego przy parafii ojca Jacka, którego działalność do niedawna też wspierała nasza Fundacja.

Jak w przypadku każdego z naszych wolontariuszy codzienne spotkania z mieszkańcami Lindy oraz praca w tamtejszych warunkach na zawsze pozostawiły wyraźny ślad w jej pamięci i sercu.

Książka „Mzungu. Opowieści z Zambii” jej autorstwa to zbiór historii z czasu pobytu na wolontariacie. W opisie (z pozoru błahych) wydarzeń życia codziennego lekarka przedstawia obraz społeczeństwa afrykańskiego oraz miejscowe tradycje i przekonania. Każde kolejne spotkanie z pacjentem jest dla niej cenną nauką o życiu Zambijczyków oraz rządzącymi nim prawami.

Przy okazji wydania książki Agnieszka postanowiła wspomóc dzieło naszej Fundacji – część dochodu ze sprzedaży przeznaczone zostanie na wsparcie naszych działań oraz szkoły Johna w Lindzie.

 

 

 

Wolontariat w Afryce

Dlaczego warto wyjechać?

Przede wszystkim z potrzeby serca, by pomóc innym! Nie każdy miał łatwy start w życie i przywilej zdobycia wiedzy, która daje szansę na uzyskanie w przyszłości dobrej pracy. Wyjazd na wolontariat poza radością z możliwości pomagania, pozwoli Ci zmienić perspektywę patrzenia na swoje życie! Docenisz, jak wiele posiadasz oraz znajdziesz przyjaciół na drugiej połowie globu 🙂

Czemu Afryka a nie Polska?

Oczywiście pomagać można wszędzie! Do czego szczerze zachęcamy 🙂 Jednocześnie warto czasem wyjść poza swoje podwórko i zobaczyć, jak się żyje gdzieś indziej. Spróbować zweryfikować własne przekonania i opinie. A Afryka jest do tego idealnym miejscem! Bez hotelowych murów, wygód i luksusu poznasz trudy prawdziwego zambijskiego życia. Lepiej zrozumiesz lokalnych mieszkańców i będziesz mieć szansę podzielenia się wiedzą oraz praktycznymi umiejętnościami z dziećmi w szkole.

,,Zła pomoc”

Najgorsze co można zrobić to wyjechać do biedniejszego kraju i zacząć rozdawać gdzieś na ulicy jakieś dobra materialne! Słodycze, zabawki, lub nawet materiały szkolne.. Nie znając sytuacji i realnych potrzeb danej społeczności można tym tylko zaszkodzić!! Przecież cukierkiem bądź kredką nie zwalczymy problemu głodu, czy braków w edukacji..

Jak dobrze pomagać?

Najlepiej skontaktować się z lokalną szkołą, szpitalem bądź miejscową organizacją non profit, która wskaże obszary wymagające wsparcia. Szczególnie, że nieraz bardziej brakuje tzw. ,,rąk do pracy” (nauczycieli, lekarzy, inżynierów itp.), a nie samych przedmiotów. W ten sposób będziemy pewni, że to co robimy ma sens i faktycznie pomoże innym  🙂

Wolontariat z Fundacją Asbiro

Naszą naczelną zasadą jest dawać wędkę, nie rybę! W związku z czym stawiamy na edukację i wsparcie lokalnego biznesu. Uczymy angielskiego, informatyki, czy matematyki. Wśród uczniów Mujos School  staramy się zaszczepić takie cechy, jak przedsiębiorczość, kreatywność i chęć rozwoju. Co więcej, stwarzamy możliwość dostępu do książek, laptopów i podstawowych programów, przydatnych w dalszej nauce.

Bieżące projekty i poczynania naszych Wolontariuszy możesz znaleźć na: https://www.facebook.com/FundacjaASBiRO/, a jeśli masz pytania o nasz wolontariat to zapraszamy do kontaktu! 🙂 Podstawowe informacje dotyczące wyjazdu dostępne są także tu: https://www.asbirofoundation.com/alternatywny-wolontariat/.

Czekamy na Ciebie! <3

Nowe książki

John kupił 124!!! nowych książek do nauki angielskiego dla dzieci w szkole od pierwszej do dziewiątej klasy. W Lusace są tylko dwie księgarnie z podręcznikami do szkoły podstawowej. Jedna książka kosztuje ok. 4 amerykańskich dolarów. W szkole Johna dzieci nie mają więc książek. Komplet książek kosztowałby połowę tego, co rodzice muszą wydać w tej szkole na roczne czesne dla swojego dziecka. Jest to poza ich zasięgiem. Dzieci przepisują więc wszystko z tablicy.

Dziękujemy anonimowemu sponsorowi za wsparcie dla naszej szkoły! O. Jacek podczas swojego pobytu w Lusace kupił także dzięki jego pomocy 42 książki religijne dla dzieci.

Zmiany w życiu naszego wolontariusza Patryka

Witam serdecznie!

to znowu ja – Patryk 🙂 Niedawno mogliście przeczytać moją wrześniową relację z pobytu w Lindzie. Pierwszy wyjazd na tyle przewrócił moje życie do góry nogami, że po załatwieniu najważniejszych tematów w kraju, znów jesienią odwiedziłem Zambię! Tym razem towarzyszyli mi Piotrek z Moniką, z którymi wspólnie w listopadzie działaliśmy w Mujo’s School 😉

Drugi pobyt w Afryce zainspirował mnie do dalszej pracy nad przemianą duchową. W związku z czym, wpadłem na pomysł odbycia pielgrzymki! Postanowiłem, że wyruszę pieszo z Krakowa do San Giovanni Rotondo. Moja wędrówka zakłada około 1963 km podczas 70 dni. Mam nadzieję, że droga do Watykanu pomoże mi poukładać wiele spraw, zbliżyć się do Boga oraz na nowo odkryć życzliwość ludzką, z którą liczę, że spotkam się w trakcie mojej pielgrzymki. W tym miejscu będę wdzięczny za wszelką pomoc, porady i modlitwę, która będzie mnie wspierać podczas drogi <3

Wierzę, że dobro wraca i wszystko w życiu ma jakiś sens. Teraz trudno mi przewidzieć, gdzie zajdę duchowo i co odkryję po drodze. Wiem, jednak że ta pielgrzymka to kolejny po Afryce, ważny krok w moim życiu 🙂

Trzymajcie kciuki!

Patryk

 

 

 

 

 

Rozwój szkoły Mujo’s, zmiany i dalsze wyzwania, czyli trzecia wizyta Moniki W. w Lindzie

Projekt wsparcia dla lokalnej szkoły Mujo’s Sky Limit prowadzony przez Fundację Asbiro obserwuję niemal od samego początku. Z racji zgodnej z moimi przekonaniami idei pomocy poprzez dawanie wędki, a nie ryby, postanowiłam aktywnie włączyć się w podjętą inicjatywę. Miałam okazję pomóc w stworzeniu sali informatycznej przywożąc do Zambii używane laptopy z Polski, zebrać środki na zakup ławek do sal lekcyjnych, a ostatnio kupiłam też leżaki dla najmłodszych, by w końcu mogli normalnie się zdrzemnąć, a nie przysypiać leżąc głową na ławkach.. Z czasem, moje zaangażowanie w sytuacje w Lindzie na tyle się rozrosło, że dostałam możliwość koordynowania działań osób wyjeżdżających z Fundacją do Lindy. Z czego bardzo się cieszę i staram, jak najlepiej wspierać naszych ochotników! 😉

Na przełomie tych wszystkich lat i moim trzech wizyt w Zambii miałam okazję poznać wielu niesamowitych wolontariuszy, realizujących własne pomysły oraz większe i mniejsze inicjatywy. Myślę, że jedną z najważniejszych jest wybudowanie biblioteki oraz zaopatrzenie jej w książki. Przy ostatnim wyjeździe wraz z Patrykiem, przywieźliśmy około 700 nowych pozycji! 🙂 W ten sposób dzieci w końcu mogą uczyć się poprawnej pisowni oraz czytania w języku angielskim. Przez jesień udało się nam skończyć rozpoczęty już wcześniej system biblioteczny, dzięki czemu biblioteka działa tak jak powinna.

Kolejnym ważnym projektem jest rozpoczęcie produkcji i sprzedaży toreb z lokalnego materiału chitenge. W ten sposób wspieramy zambijski biznes (torby są szyte przez krawca z Lindy z materiałów tam zakupionych), a także pozyskujemy środki na dalszy rozwój szkoły. Nasze piękne torby dostępne są niezmiennie tutaj: https://www.facebook.com/pg/FundacjaASBiRO/shop/?rid=1933789053344289&rt=6

Z bieżących potrzeb w listopadzie zdecydowaliśmy się na wprowadzenie zmian do baby class. Z zebranych pieniędzy w końcu zrobiona została nowa podłoga oraz wybudowana ściana oddzielająca przedszkolaków od klasy pierwszej.

Ponadto, tak jak wszyscy wolontariusze, podczas moich wyjazdów do Lindy, miałam okazję uczyć dzieci. Poza nauką szkolną – informatyka, matematyka, czy angielski – zawsze staram się również przekazywać im dobre wzorce zachowania 🙂

No i oczywiście, oprócz szkoły, nauki i kolejnych zmian nie może zabraknąć też chwil na wspólną zabawę z maluchami! W związku z czym ostatnio zorganizowaliśmy dla uczniów Mujo’s pompowany basen, w którym mogły pluskać się każdego dnia. Radości nie było końca! 😀 Dodatkowo by umilić trudy edukacyjne udało się nam wynająć bus i zabrać grupę dzieci na tor gokartowy. Sądzę, że zapamiętają to na długo! 😉

To niesamowite obserwować, jak dzięki Fundacji Asbiro i naszym cudownym wolontariuszom tak wszystko idzie do przodu. Szkoła z roku na rok wchodzi na wyższy poziom, a dzieci otrzymują lepszą i pełniejszą edukację, która może dać im w przyszłości szansę na dobrą pracę. W najbliższym czasie chcemy położyć nacisk na zajęcia informatyczne, naukę czytania oraz przeprowadzić kilka niezbędnych remontów – w tym także domku wolontariuszy.

W imieniu Fundacji serdecznie zapraszam Was do wyjazdu! Bo i Ty możesz dołożyć swoją cegiełkę pomocy do szkoły Mujo’s 🙂

 

Dla Piotrka brak prądu to nie problem

O wyjeździe na wolontariat zagraniczny myślałem od dłuższego czasu. Jednak, jak to w życiu bywa, rożne okoliczności stawały mi na przeszkodzie. Pojawiały się również liczne wątpliwości… może to nie dla mnie?, jak zareagują inni?, czy dam sobie radę? Nie miałem do tej pory do czynienia z wolontariatem, ani nie pracowałem z dziećmi.. Mimo wszystko coś podpowiadało mi, że warto spróbować. W końcu, po dłuższym namyśle, zdecydowałem się na wyjazd z Fundacją Asbiro. Zaczęło się od złożenia aplikacji oraz spotkania z księdzem Jackiem. Spotkanie przekonało mnie, że jest to ta forma wolontariatu, która mi najbardziej odpowiada. Później odbyłem jeszcze kilka rozmów z Moniką, która koordynuje pracę wolontariuszy. Wszystko potoczyło się naprawdę błyskawicznie. Przygotowałem tylko niezbędne dokumenty, kupiłem bilety, spakowałem walizki i byłem już gotowy do wyjazdu!

W stolicy Zambii – Lusace – wylądowałem 5 listopada. Na miejscu powitała mnie upalna pogoda oraz uśmiechnięty dyrektor szkoły – John Musonda. Po drodze do szkoły, czekały mnie jeszcze małe spożywcze zakupy, kupno karty do telefonu oraz wymiana pieniędzy.  John wszystko na bieżąco mi wytłumaczył: co kupić, gdzie pójść itd. Po 2 godzinach w końcu dotarliśmy na miejsce do Lindy!

Od pierwszych chwil zostałem otoczony przez roześmiane dzieci. Obawiałem się, że może na początku będzie między nami jakiś dystans.. lecz kompletnie nie miało to miejsca! 🙂 Dzieci pomogły mi zanieść walizki do pokoju wolontariuszy i przywitały mnie bardzo serdecznie. Zajęcia akurat dobiegały końca, więc John zaprosił mnie do siebie do domu na obiad. Chciałbym w tym miejscu podziękować Joyce (żonie Johna) za wszystkie obiady oraz kolacje, które były przepyszne! Muszę się przyznać, że lubię jeść, więc bywałem u Joyce prawie codziennie 😀

W szkole Mujo’s od pierwszych dni starałem się kontynuować lekcje prowadzone przez moją poprzedniczkę Magdę. Obecnie nacisk kładziony jest na zajęcia informatyczne. Takie zajęcia prowadziłem dla gradów od 4 do 8. Od pierwszych lekcji zauważyłem, że poziom wiedzy w obrębie jednego gradu jest mocno zróżnicowany. Zacząłem od Worda i przepisywania tekstów oraz jego formatowania. W kolejnych tygodniach przeprowadzałem też zajęcia z podstaw Excela. Czasami zdarzały się zaniki prądu, ale ważne by tym się nie zrażać 😉

Prowadziłem również inne zajęcia w zależności od bieżących potrzeb. Największym napotkanym problemem było czytanie po angielsku. Dlatego cieszę się, że mogłem wesprzeć inicjatywę utworzenia biblioteki dla dzieci! Do dnia mojego wyjazdu, udało się zgromadzić wolontariuszom fundacji, prawie 1000 książek! W sporządzaniu rejestru nowych pozycji pomagał mi lokalny nauczyciel, który ma być także odpowiedzialny za jej funkcjonowanie.

Jak się okazało szkoła Mujo’s nie zamyka się z ostatnim dzwonkiem. Zazwyczaj bywało to tak, że po skończonych zajęciach dzieciaki po paru chwilach wracały na teren szkoły, aby pobyć z Muzungu 😉 Można wtedy zorganizować dzieciom czas tak, jak się lubi. Ja przede wszystkim grałem z nimi w piłkę, badmintona,  czy gry planszowe.

W szkole dniem sportu jest piątek. Dzięki wsparciu klubu Legia Warszawa jeszcze przed wyjazdem otrzymałem od klubu koszulki i spodenki z Akademii Piłkarskiej. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę! Dzieciaki były bardzo zadowolone i mogły się poczuć jak zawodowi piłkarze 🙂

 

Również w weekendy nie rozstawałem się z dziećmi. W soboty zabierałem je wraz z innymi wolontariuszami na wycieczki do pobliskiego parku – Munga Wanga Park. Można tam dojść na piechotę (2 godziny w upale) – na to zdecydowaliśmy się tylko raz 😉 lub dojechać busem, czy taksówką. Park składa się z dwóch części: ZOO oraz basenu. I to właśnie basen był główną atrakcją! 😀

Wolontariat to nie tylko szkoła, ale także poznawanie prawdziwej Afryki. Taką okazją był wyjazd z Johnem do pobliskiej wioski. Podczas tego wyjazdu poznaliśmy misjonarza z Polski Pawła, który to w następny weekend zabrał nas na wyspę na rzece, gdzie właśnie otwierana jest placówka misyjna. To była niesamowita przygoda! Dojazd na pace pick-up’a , a następnie łódką przez godzinę do oddalonej od cywilizacji wioski. Na miejscu uczestniczyliśmy w mszy polowej. Towarzyszyły nam tam śpiewy oraz uśmiechy miejscowej ludności, która pomimo tak ciężkich warunków życia, okazywała dużo radości i ciepła. Ta wyprawa na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci! Poza tym, mój wyjazd nie mógł się obyć  też bez wycieczki na wodospady Wiktorii, która to była ostatnim etapem mojej przygody z Afryką.

Już w Livingstone chciałem wrócić do szkoły, aby pobyć dłużej z dziećmi. Całe szczęście nie zostały one same, ponieważ jest z nimi kolejna wolontariuszka Jowita 🙂

Jak wyglądał mój miesiąc w szkole – list od Magdy D.

Hej,

jestem Magda i chce Wam opowiedzieć o moim wolontariacie w Zambii w Mujo’s Sky Limit School 🙂 !

Jak wyglądał mój miesiąc w szkole?

W szkole Johna, dzięki Fundacji Asbiro naprawdę dużo się dzieje! Podstawą mojego planu dnia były lekcje kreatywne przeznaczone dla dzieci od baby class do 5 gradu oraz informatyka dla dzieci od gradu 4 do 8. Podczas zajęć miałam szansę lepiej poznać dzieciaki, ich sposób myślenia i to co sprawia im trudność. Odkrywając nowe potrzeby, mogłam na bieżąco, wprowadzać dane tematy na kolejnych lekcjach np. zapis większych liczb, zamianę pełnych godzi na „am”, lub ,,pm”, czy pisanie po angielsku ze słuchu. Fajnie było obserwować, jak robią małe postępy i mają z tego sporo satysfakcji. Dlatego też w ostatnim  tygodniu na podsumowanie zajęć z Excela przeprowadziłam test dla wszystkich nauczanych przeze mnie grup 🙂

Poza lekcjami kontynuowałam projekt ,,Mujo’s Cinema” zapoczątkowany przez poprzednich wolontariuszy 😉 . Bilety z papieru, popcorn, woda i film wyświetlany z laptopa przez projektor na ścianie. Niby tak niewiele, a jaka radość wśród dzieci ! Kolejną formą rozrywki stało się Talent Show ! Dzieciaki występowały pojedynczo bądź w grupach w trzech kategoriach: śpiew, taniec i inne. Po eliminacjach odbył się półfinał, na którym nie zabrakło oczywiście dekoracji i nagród dla wszystkich uczestników 🙂 Ten dzień zapamiętam na długo <3

I na koniec biblioteka ! To tam spędzałam całe wieczory, czasem do późnych godzin nocnych 😉 Zaczynając od segregacji  i pieczątkowania książek, aż po stworzenie kart książek oraz czytelników i ich list porządkujących całość systemu bibliotecznego. To magiczne przeżycie, gdy od pustej sali z dwoma półkami tworzy się tak wspaniałe miejsce, jakim jest biblioteka! Książki na półkach, ławki, krzesła oraz materiały szkolne do użytku na lekcjach 🙂

A co poza szkolnymi murami?

Zambijska kultura, tradycje i zwiedzanie. Ale po kolei. Dzięki rodzinie Johna mogłam zobaczyć prawdziwe życie Lindy. Gotowanie nshimy, rodzinne świętowanie, czy zakupy na targu. Chodziłam do lokalnego kościoła, uczestniczyłam w uroczystościach parafialnych, a nawet pogrzebowych. Uszyłam u krawca sukienkę z chitenge. Czynności prozaiczne, a tak inne niż w Polsce 😉

Dodatkowo wybrałam się na wycieczkę do Livingstone, gdzie dowiedziałam się o lokalnych wierzeniach w chinau, zwiedziłam miasto, a także byłam na tamtejszej imprezie 😀 . Standardowo  wybrałam się też nad wodospad Victoria Falls oraz safari w Botswanie. To coś co trzeba zobaczyć!

Czy warto wyjechać na wolontariat?

Zdecydowanie TAK! To unikalna szansa nie tylko na pomoc, ale i na stanie się na moment częścią lokalnej społeczności i poznanie prawdziwego afrykańskiego życia. Co więcej jest także chwila na podróże, więc nie wyobrażam sobie lepszej opcji!

Podsumowując, chce Wam z  całego serducha polecić wolontariat w Mujo’s Limit School, ponieważ to naprawdę wyjątkowe miejsce, pełne utalentowanych i ciekawych świata dzieciaków! <3 Ich lepsza przyszłość zależy od możliwości dostępu do dobrej edukacji. Pamiętaj, że i Ty możesz im w tym pomóc! 😉

Miłego dnia! J

Magda

Informacja o autorce tekstu:

Magda Dawidziuk – na co dzień pracuje zdalnie z różnych zakątków ziemi. Podróże łączy z licznymi wolontariatami. Od końca września wspiera działania Fundacji Asbiro.

Magda K. drugi raz w Lindzie

Cześć! Miło mi do Was pisać, cieszę się, że zainteresowaliście się wolontariatem w Zambii. Jestem Magda Kuza i był to już mój drugi pobyt w Mujo’s Sky Limit School (w 2017 byłam niecałe 2 miesiące i teraz niecały miesiąc).

Ciekawe są zawsze historie, dlaczego ktoś w ogóle zdecydował się pojechać, ale co się musi stać, żeby ktoś wrócił po raz kolejny? W moim przypadku powodem było proste pragnienie odwiedzenia tych, których tam poznałam, przeżycie jeszcze raz wspaniałego czasu w Zambii i zrealizowanie nowych projektów, które wymyśliłam mając już doświadczenie z pierwszego pobytu i cały czas po powrocie trwając myślami z dzieciakami i pragnąc robić coś dla nich nawet na odległość (np. bardzo chciałam wywołać dla każdego jego zdjęcie i przekazać im – i się udało! <3).

Wpadłam na pomysł zorganizowania klasy filmowej – chciałam nauczyć dzieciaki oglądania filmów, to tak rozwija! Przecież potrzebny do tego jedynie komputer z wejściem na DVD, projektor, gładka ściana, no i filmy (w praniu okazało się, że jeszcze przecież konieczne są głośniki, więc kupiliśmy je na miejscu). Zorganizowałam więc zbiórkę płyt z bajkami i filmami na Facebooku i przekazałam dziewczynom, które jechały w lutym tego roku, aby jak najwcześniej dzieciaki mogły obejrzeć pierwszy w swoim życiu „pokaz kinowy”! Asi i Paulinie udało się kupić mały projektor, który zabrały ze sobą i otworzyły kino. Jadąc teraz we wrześniu też dozbierałam i sama dokupiłam parę filmów. Razem z Patrykiem pierwszy pokaz zorganizowaliśmy w domu u Joyce – obejrzeliśmy „Shreka” 😀 (niestety jeszcze bez głośników, ale i tak było fajnie!). Potem były już pokazy w szkole, w klasie grade’u 8, biletowane 🙂 Z kolejną wolontariuszką Magdą ustaliłyśmy, że pokazy będą raz w tygodniu, w poniedziałki. Ogromnie się cieszę, że to wszystko się dzieje! Jest jeszcze tylko jeden problem, że nie wszystkie płyty działają na laptopie, który mamy tam do dyspozycji, ale mam nadzieję, uda się to rozwiązać w najbliższej przyszłości. 🙂

Kolejnym pomysłem było zainicjowanie w Zambii… wędkarstwa rzutowego! Podrzucił mi go pewien dziennikarz, za co jestem bardzo wdzięczna. Jest to bardzo mało znany, ale świetny sport, który uprawiam od dziecka. Wśród znajomych ze środowiska rzutowego i rodziny zebrałam w sumie 4 komplety sprzętu, czyli wędki i kołowrotki. Na miejscu dużym wyzwaniem było zbudowanie tarcz (w naszym sporcie nie łowi się ryb, a rzuca ciężarkami do tarcz oraz na odległość). Po wielu staraniach jednak udało się zrobić drewniane kółka i podstawki u stolarza oraz plandekę-tarczę z wykładziny i namalować kółka wyznaczające pola punktowe. Dzieciaki były bardzo chętne, żeby spróbować, a co najlepsze, przychodziły codziennie i codziennie chciały trenować. Nie było prosto okiełznać latające na drzewo ciężarki i plątające się żyłki, ale ich radość z pierwszych trafień była tego warta:). Na koniec wyjazdu zorganizowałam pierwsze w historii mistrzostwa Zambii, do których dopuściłam 5 zawodników, którzy trenowali wcześniej i umieli już dobrze obsługiwać sprzęt. Coś wspaniałego! Mam tylko nadzieję, że po moim wyjeździe zapał do trenowania im nie minie. Jak wrócę, spodziewam się zobaczyć jakieś postępy! 🙂

Pozostałe rzeczy, które zaplanowałam na ten wyjazd, niestety nie do końca wyszły. Chciałam z każdą klasą przeprowadzić lekcję o tym, JAK się uczyć. Bardzo mi na tym zależało, bo w Mujo’s uczą się głównie przepisując wszystko z tablicy… Jednak z różnych powodów nie udało mi się tego przeprowadzić (jednym z nich było to, że przez cały wyjazd nie dostałam własnego planu zajęć, więc jak przyjedziecie, to nie bójcie się o niego upominać aż dostaniecie:D). Kolejną było przeprowadzenie lekcji o znanych Afrykańczykach, by zainspirować uczniów do dążenia do czegoś pięknego i wielkiego (przywiozłam świetną książkę „Goodnight Stories for Rebel Girls” z krótkimi historiami sławnych kobiet i planowałam ją wykorzystać). Jeszcze kolejną nauczenie ich korzystania z encyklopedii i map (przywiozłam podarowaną przez znajomą super encyklopedię oraz atlas). Tą lekcję udało mi się zrobić z dwoma klasami i bardzo się mi i im podobało.

Zajmuję się fotografią i ostatnim pomysłem był mój własny projekt zrobienia zdjęć kobietom w Lindzie oraz nakręcenie filmików o Lindzie, jednak przez moje osłabienie chorobą i zajęcie innymi rzeczami także niezrealizowany. Jednak zmotywowana przez Monikę, nakręciłam przynajmniej filmik o lokalnym krawcu, Mr Sizie, z którego jestem bardzo dumna 🙂 (filmik wspiera promocję naszego projektu sprzedaży toreb, z których dochód przeznaczamy na początku na wysyłkę książek do biblioteki).

Podsumowując – choć w Zambii życie toczy się powoli, to jak teraz czytam, co napisałam, to jednak zawsze coś się dzieje. Jadąc tam, spodziewajcie się, że stanie się wiele rzeczy, których się nie spodziewaliście:). Trzeba (i dobrze) jest się dostosować do panującego tam tempa i charakteru życia, ale przede wszystkim nie zapominać, po co tam przyjechaliście. Ten wyjazd jest nie tylko dla dzieciaków, jest też oczywiście dla Was!

Za stanem ducha, którego tam się doświadcza, się tęskni. Smaku i atmosfery kolacji u Joyce nie da się podrobić. Relacji z dziećmi i rodziną Johna nie sposób opisać. Trudów, karaluchów i kurzu prawie wcale się nie pamięta. Wiedzy i pootwieranych klapek w głowie nie nadrobi się z książek. Wiele rzeczy zmienia nas na całe życie, podróże są jedną z nich, a taki wolontariat właśnie w Mujo’s zmienia wyjątkowo, bo dając dodatkowo radość z czynienia dobra dla drugiego człowieka. Polecam! 🙂

Zarówno podczas pierwszego, jak i drugiego wyjazdu pisałam na bieżąco bloga, na którego zapraszam po więcej informacji, przemyśleń  i wspomnień – 🙂

 

————————————————–

Szkoła w Lindzie w obiektywie Magdy:

Fundacja na Seminarium ASBIRO – październik 2018

Podczas pierwszego Seminarium ASBIRO w tym roku akademickim Fundacja ASBIRO miała okazję zaprezentować swoją działalność nowym studentom. Na prezentację przejechali nasi wolontariusze, którzy w tym roku byli w Zambii: Paulina, Asia, Magda i Patryk. Między wykładami wystawione były do zakupu torby wyprodukowane z chitenge w Zambii. Podczas wykładu pokazane były filmy o remoncie biblioteki i produkcji zambijskich toreb przez krawca i przedsiębiorcę z Lindy.